środa, 14 maja 2014

Niedziela dla włosów (2) - minimalizm

Niedzielę dla włosów rozpoczęłam już w sobotę wieczorem nakładając na włosy i skórę głowy olejek łopianowy z czerwoną papryką firmy Green Pharmacy. 
Rano jeszcze trochę w nim pochodziłam, a następnie włosy umyłam szamponem firmy Alverde, mającym za zadanie dodać objętości. Zwieńczeniem niedzielnej pielęgnacji było nałożenie po myciu na całą długość włosów balsamu na kwiatowym propolisie Babuszki Agafii. Oczywiście włosy zawinęłam folią i ręcznikiem i trzymałam przez około 1h. Włosy wyschły w sposób naturalny, bez wspomagania suszarki. Na końcówki nałożyłam olejek arganowy. 

Włosy dały się pięknie rozczesać bez użycia preparatu ułatwiającego rozczesywanie, który zastosować musiałam tydzień temu - niedziela dla włosów - 1.

Efektem finalnym było faktycznie zwiększenie objętości, włosy były odbite od nasady. Ale tym co uwielbiam po zastosowaniu w duecie olejku łopianowego i balsamu Babuszki Agafii to ogromne nawilżenie włosów i ich wspaniała miękkość. Balsam Babuszki Agafii to jeden z nielicznych włosowych kosmetyków, które mogę używać PO myciu i nie skutkuje to brakiem objętości i sypkością włosa, której osobiście nie znoszę.
Włosy prezentowały się jak na zdjęciu poniżej.



Znacie kosmetyki, które użyłam w tej pielęgnacji? Jaki jest Wasz ulubiony sposób, aby dodać włosom objętości i zapewnić odpowiednie nawilżenie?

czwartek, 8 maja 2014

Sok z brzozy

Zapewne każda z Was słyszała o wodzie brzozowej szeroko stosowanej w kosmetyce. Zapewne niejedna z Was wcierała w  skórę głowy, aby przyspieszyć porost włosów. Ja swoją przygodę z tym oto cudownym drzewem zaczęłam od soku brzozowego. 



Natrafiłam na niego całkiem przypadkowo na początku wiosny. Wcześniej opowiadała mi o nim babcia. Zaintrygował mnie i zachwycił smakiem. Ciężko jest zdefiniować smak czystego soku z brzozy. Jest bardzo "czysty", "witalny". Smak "orzeźwiającej" wody. Naprawdę nie wiem jak ująć to w słowa. Jeśli któraś z Was go piła, proszę o pomoc :-)
Sok więc zachwycił mnie smakiem. Na początku w ogóle nie zdawałam sobie sprawy z jego leczniczych właściwości. Piłam, bo mi smakował, po prostu. Piłam i piłam, prawie codziennie. Aż nagle zauważyłam ogromny wysyp baby hair na mojej głowie. Zdałam sobie sprawę, że jest to pierwsza wiosna od x-czasu, podczas której nie męczę się z przeziębieniami ani innymi świństwami, mimo że wszyscy wkoło kichają, smarkają, lub borykają się z grypami. Przyznam, że nie brałam żadnych suplementów diety, nie odżywiałam się wybitnie zdrowo, nie piłam żadnych ziółek, które mogłyby mi odporność poprawić. W głowę też nie wcierałam żadnych mazideł, aby wywołać wysyp baby hair. Wtedy zdałam sobie sprawę, że przyczyna musi leżeć w brzozie. 

Działanie:


Przeszukałam internet i znalazłam odpowiedź. Sok z brzozy jest jednym wielkim dobrodziejstwem natury. Jest naturalnym antybiotykiem, wzmacnia odporność organizmu, zapobiega infekcjom wirusowym (które to właśnie dopadają Nas zazwyczaj wczesną wiosną - BINGO). Sok z brzozy w znacznym stopniu ułatwia Naszemu organizmowi wyzbyć się niebezpiecznych jonów sodu i chloru, które występują w wielu konserwantach. Przyspiesza przemianę materii i zapobiega tworzeniu się kamieni nerkowych. 
Sok bogaty jest w witaminy i mikroelementy a mianowicie m.in. : kwas cytrynowy, kwas jabłkowy, wapń, potas, magnez, fosfor, witaminy z grupy B.
Najciekawszą substancją dla mnie jest jednak ksylitol, czyli tzw. cukier brzozowy. Jest on naturalną substancją słodzącą, która zawiera o 40% mniej kalorii niż cukier buraczany. Jest to cukier o środowisku zasadowym, a więc nie zakwasza organizmu, tak jak robi to cukier klasyczny, a więc stwarza środowisko jałowe dla bakterii, dzięki czemu nie rozwijają się one w Naszym organizmie. Polecany dla diabetyków. 
Pojawiają się także informacje o działaniu antyrakotwórczym. Oficjalne badania podają jednak, że sok z brzozy jedynie poprawia samopoczucie osób na raka chorujących, także gdy choroba jest bardzo zaawansowana. 
Dla bardziej zainteresowanych polecam filmik z dzień dobry TVN :-)


Otrzymywanie:

Jeśli kogoś ten temat interesuje, podsyłam filmik z dzień dobry TVN :)


Dostępność i cena:

I tutaj sprawa mniej przyjemna. Sok do najtańszych nie należy. Za litr wydamy około 12 zł. Z dostępnością raczej nie ma problemu. Znajdziemy go w Piotrze i Pawle, Almie, wszystkich sklepach ze zdrową żywnością, a także w Biedronce. 

Ja osobiście bardzo lubię te biedronkowe.

Występują w czterech smakach:
  • naturalny -  klasyczny sok brzozowy, smak jest nieco słodszy od tego z Piotra i Pawła, przez dodatek cukru w składzie
  • z miętą - baaaardzo orzeźwiający, schłodzony będzie idealny na letnie upały
  • z maliną - dość słodki, smaczny, ale wolę wersję z miętą
  • z żurawiną - nie próbowałam, gdyż spodziewam się, że będzie bardzo słodki (sok aloesowy z żurawiną, który ostatnio piłam był bardzo słodki, wręcz nie do wypicia więc wolę nie ryzykować).


Ich pojemność to 300 ml, cena - 3,99 zł. Dużo bardziej opłaca się kupować większe pojemności. 

Skład soku naturalnego:

naturalny sok z brzozy nierozcieńczony wodą - 95%, cukier (niestety), kwas cytrynowy jako regulator kwasowości.



Jestem bardzo ciekawa, czy znacie ten sok? Lubicie? Jeśli nie próbowałyście, to naprawdę gorąco polecam :-)



poniedziałek, 5 maja 2014

Niedziela dla włosów (1) - włosy idealne

Postanowiłam w końcu pokazać Wam moje włosy :) Na blogu Anwen natrafiłam na akcję - niedziela dla włosów i postanowiłam wziąć w niej udział. Prawda jest taka, że to właśnie zawsze w niedzielę poświęcam włosom najwięcej czasu.

Na samym początku byłam u fryzjera na "podcięciu końcówek" ;-) zamiast 2 cm, poleciało ich aż 5 ;-) Ale to chyba nikogo nie dziwi ;-) Nie mam jakiejś szalonej mani długości, dlatego nie zabolało mnie to szczególnie. Powiem nawet, że jestem zadowolona, bo krótsze włosy zawsze zyskują na objętości :)
Dodam tylko, że moje włosy mają naturalny kolor. Nigdy nie farbowałam ich trwale, jak już czasami używałam szamponetek, aby nadać im bardziej intensywny kolor. Włosy zaliczam do raczej od nisko do średnio porowatych. Mam grzywkę, przez co włosy tracą trochę na objętości. Średnica kucyka wynosi 8 cm. 

Po cięciu, przed myciem, moje włosy prezentowały się tak:


Niedzielną pielęgnację zaczęłam od spryskania włosów wodą różaną i  nałożenia olejku z nasion winogron, od ucha w dół. Zaplotłam warkocz i tak chodziłam przez kilka godzin. Potem na całą długość, także skalp nałożyłam maskę marokańską z Planeta Organica. Włosy zawinęłam w foliowy czepek i ręcznik i w takim turbanie spędziłam ponad godzinę. Włosy umyłam szamponem nawilżającym Natura Siberica. Po myciu już nic na nie nie nakładałam. Gdy włosy trochę podeschły, spryskałam je preparatem Artego ułatwiającym rozczesywanie (swoją drogą produkt, używany w salonach fryzjerskich, a nie testowany na zwierzętach). Gdy całkowicie wyschły (oczywiście naturalnie, bez wspomagania) rozczesałam je tangle teezer, a na końcówki nałożyłam olej arganowy. Na skórę głowy nałożyłam jeszcze wcierkę Jantar. 


Dla mnie jest to zestaw idealny. Włosy idealne to dla mnie włosy mięsiste, dociążone, sprężyste, miękkie, nawilżone, lśniące, zyskujące na objętości. I ten zestaw produktów gwarantuje mi to w 100%. :)

Olejowanie włosów powoduje, że są one właśnie mięsiste i dociążone. Maska marokańska odpowiada za ogromną miękkość (ciągle gładzę włosy;-)), gładkość i sprężystość. Szampon nawilża o dodaje objętości, naprawdę dodaje objętości :) Po myciu niczego już nie nakładam, aby tej objętości nie zmniejszyć. Preparat ułatwiający rozczesywanie oprócz podstawowej funkcji, nadaje włosom na dodatek blasku. Wcierka powoduje, że włosy dłużej pozostają świeższe, i są odbite od nasady. 

Niestety nie miał mi kto zrobić zdjęcia włosów po. Męczyłam się sama, więc efekty nie są piorunujące, ale mam nadzieję, że zdjęcie chociaż w niewielkim stopniu ukazuje, że włosy faktycznie są takie jak napisałam :) Obiecuję uaktualnić zdjęcie, gdy tylko będę miała okazję.


A jaki jest Wasz idealny zestaw w pielęgnacji włosów? :)

sobota, 3 maja 2014

Planeta Organica, serum odmładzające do cery suchej i wrażliwej

Po dłuuuugiej przerwie wracam z recenzją jednego z słynnych rosyjskich kosmetyków :)

Na wstępnie dodam, że przyjechały do mnie prościutko z Rosji. Odwiedzały mnie znajome i przy okazji przywiozły małą paczuszkę. :)

 Wersja którą posiadam przystosowana jest dla skóry suchej i wrażliwej.

Kosmetyk zamknięty jest w szklanej buteleczce  o pojemności 50 ml. producent podaje, że został wykonany  ręcznie, nie jest testowany na zwierzętach i nie zawiera żadnych substancji syntetycznych. 

Posiada płynną konsystencję, co znacznie ułatwia aplikację. Serum nie jest tłuste, bardzo szybko się wchłania. Najbardziej charakterystyczny jest tutaj jednak zapach. Bardzo intensywny, ziołowy. Mnie przypomina to trochę krople żołądkowe. Bardzo lubię ten zapach ;-)

A;e zacznijmy po kolei, a więc od składu, który to właśnie spowodował, że zapragnęłam mieć to serum.

Skład:  

Aqua enriched with Panax Ginseng Root Oil*, Lycium Barbarum Fruit Extract, Phyllanthus Emblica Fruit Oil*, Asparagus Racemosus Root Extract*,  Euterpe Oleracea Fruit Oil, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil*,Saccharide Jasminum Officinale (Jasmine) Flower/Leaf Extract, Carrageenan, Foeniculum Vulgare (Fennel) Oil, Ribes Nigrum (Black Currant) Seed Oil* Camellia Sinensis Leaf Oil, Santalum Album (Sandalwood) Oil, Myrtus Communis Oil*, Rosa Centifolia Flower Oil*, Oryza Sativa (Rice) Bran Powder, Elettaria Cardamomum Seed Extract, Echinacea Purpurea Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract,  Iris Florentina Root Extract, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Curcuma Longa (Turmeric) Root Extract, Bambusa Vulgaris Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Pelargonium Graveolens Oil, Superoxide DismutaseN, Tocopherol, Hydrolyzed Vegetable Protein, Niacinamide, Riboflavin, Retinyl Palmitate, Ascorbic Acid, SqualaneNI, GlycerinN, SaccharideIsomerateNI, Sodium HyaluronateN,Panthenol, AllantoinNI, Iron OxydesN, Potassium SorbateNI, Citric Acid. 

Znajdziemy tutaj całe bogactwo składników. Nie bez przyczyny w nazwie widnieje słowo "odmładzające". Serum naładowane jest substancjami przeciwstarzeniowymi. znajdziemy tutaj między innymi wyciąg z owoców goi tybetańskiej, ekstrakt ze szparagu,  olej z jagód acai, olej z wiesiołka, olej jaśminowy, z czarnej porzeczki, róży stulistnej, z zeń-szenia, grejfruta, z pomarańczy, pelargonii. W składzie występuje też witamina młodości E, A, C oraz B5. 

Działanie:

Zadaniem kosmetyku jest ochrona przeciwstarzeniowa, pobudzanie skóry do regeneracji , poprawa jej jędrności.

Faktycznie tak się dzieje. Już po kilku użyciach wyraźnie poprawia się napięcie skóry. Skóra nabiera zdrowszego kolorytu. Pory ulegają wyraźnemu zwężeniu. 
Zastosowanie go jednak w pojedynkę mojej skórze nie wystarcza. Mimo, że jest to specyfik przeznaczony dla skóry suchej, pozostawia ją nadal nienawilżoną, delikatnie ściągniętą. Skóra po prostu prosi się o nałożenie kremu bądź olejku. I ja zazwyczaj tak robię - nakładam minimalną ilość olejku, jaki akurat mam pod ręką
Zastosowałam to serum także pod oczy i tutaj zadziała się bardzo brzydka sprawa. Serum bardzo uwidoczniło moje zmarszczki mimiczne (po jego aplikacji nie nakładam olejku). 
Ale za to bardzo dobrze sprawdza się na szyi i dekolcie. Skóra natychmiastowo staje się aksamitnie gładka i tutaj nie mam potrzeby nakładania olejku. 
  

Podsumowanie:

Serum jest kosmetykiem bardzo wydajnym, TANIM - zapłaciłam za niego niecałe 20 zł, przeliczając na polskie.  Z tego co widziałam w sklepach internetowych, jego cena w Polsce jest dwukrotnie wyższa. 
Wydaję mi się, że moja cera nie potrzebuje tak silnej ochrony przeciwstarzeniowej, dlatego też serum nie zadowala mnie w 100%. Na pewno jest produktem bardzo interesującym, bogatym w składniki i wartym wypróbowania, bo cena jest naprawdę bardzo niska, biorąc pod uwagę skład i działanie. Na pewno idealnie sprawdzi się u osób borykających się z pierwszymi zmarszczkami :)


Czy stosowałyście już to serum? Jeśli tak, jestem bardzo ciekawa Waszych opinii. I chętnie dowiem się czy stosujecie podobne antystarzeniowe specyfiki :)
 

środa, 28 sierpnia 2013

Drożdże piwowarskie Lewitan

Jakoś ponad miesiąc temu pisałam Wam, że zaczęłam swoją przygodę z piciem dożdży
Efekty było bardzo szybko widać, chociażby w bardzo wzmocnionych paznokciach i rzęsach, aczkolwiek u mnie pojawił się okropny skutek uboczny a mianowcie wysyp pryszny, i to nie byle jaki, ale porządny. Czytałam, że jest to normalne na początku kuracji, ale u mnie wcale to nie ustawało. Więc zrezygnowałam, mimo satysfakcjonujących efektów.

Oczywiście moja kochana babcia była ze wszystkim na bierząco i zaradziła temu problemowi! Zaczęłam jeść drożdże, ale w tabletkach :-D

Babcia sprezentowała mi drożdże piwne w tabletkach.



Jako, że zawsze wzbraniałam się przed wszelkiego rodzaju suplementami, nie byłam na początku zachwycona. Aczkolwiek po pewnym czasie skusiłam się, bragnienie długich włosów w krótkim czasie było silniejsze ;-)


SKŁAD:

drożdże gatunku Saxxharomyces cerevisuae, dwutlenek krzemu jako substancja wiążąca i stearynian magnezu jako sunstacja przeciwzbrylająca (ma na celu ułątwić połykanie poprzez poślizg)

Jak widać skad bardzo ubogi, a tym samym tak idealny ;-) Wiem, że zdania na temat stearynianu magnezu są podzielone, aczkolwiek występuje on w większości tabletek, więc gdyby naprawdę tak bardzo hamował działanie, zapewne zostałby zastąpiony.



DAWKOWANIE:

Dorośli 2-4 tableki 3 razy dziennie.

Dzieci od 7 lat 1-2 3 razy dziennie.


ŚREDNIA ZAWARTOŚĆ SUBSTANCJI W ZALECANEJ DZIENNEJ DAWCE - 12 TABELTEK:

TIAMINA (B1)                    32% dziennego spożycia
RYBOFLAWINA (B2)    18%
NIACYNA                             19%


Preparat ten jest naturalny, niestandaryzowany, Witaminy i składniki mineralne są wyłącznie pochodzenia naturalnego- z drożdży piwowarskich, dlatego mogą występować wahania zawartości tych składników, charakterystyczne dla produktów naturalnych.



WŁAŚCIWOŚCI:

Wyżej wynienione składniki są bioprzystępne i bardzo łatwo przyswajalne przez organizm, wspomagają też procesy metaboliczne,
Tiamina i niacyna pomagają w prawidłowym funkcjonowaniuukładu nerwowego i utrzymaniu prawidłowych funcji psychologicznych (własnie dzięki tej funkcji moja babcia poznała te tabletki, przepisał je jej lekarz, aby załągodzić stres itp).
Niacyna przyczynia isę do zminiejszenia uczucia zmęczenia i znurzenia, pomaga zachować zdrową skórę.
Ryboflawina ma także pozytywny wpływ na układ nerwowy oraz odgrywa bardzo ważną rolę w funkcjonowaniu narządu wzroku.


DZIAŁANIE:

Właściwości opisane przez producenta tak naprawdę mnie za bardzo nie intereosowały, może ta kwestia z ukojeniem nerwów troszkę ;-) ja miałam inny cel- przyspieszyć porost włosów. Co oczwiście się udało :-D

Przez niecały miesiąc urosły 2,6 cm :D Bardzo załuję, że nie zorbiłam zdjęcia :( ale naprawdę na początku powątpiewałam w działanie tego naturalnego suplementu. 
Oprócz długości oczywiście pojawiła się burza baby hair :) Paznkocie też rosną jak na drożdżach, rzęsy się tak jakby jeszcze bardziej wzmocniły. Ja osobiście jestem narpawdę tymi tabletkami zachwycona. Mimo, że nigdy nie byłam zwolenniczką supelmentów i jest to pierwszy , który zażywam. 
I na koniec dodam tylko, że nie byłam systematyczna  rzadko kiedy udawało mi się pamiętać o zażywaniu 12 tabletek dziennie ;-)

Jeśli nie możecie przekonać się do picia drożdży, a zależy Wam na długości, spróbujcie proszę z Lewitanem :-)

Ja osobiście chciałabym wrócić do normalnego picia dorożdży,ale gdy tylko przypominam sobie, jak wyglądała moja twarz, porzucam ten pomysł ;-)



Opakowanie 200 tabletek kosztuje 14 zł :-) Bardzo często jest neidostępny w aptekach, ale apteki bez problemy sprowadzą go dla Nas :-)




A jakie są Wasze sposoby na porost włosów? Zależy Wam na tym? Co sądzicie o suplementach? Jesteście za, czy raczej przeciw? :-)

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Włosowy plan pielęgnacji

Lato nie jest łaskawe dla moich włosów... Ciężko jest je okiełznać, dodatkowo słońce bardzo je przesusza. A nadmiar obowiązków nei zachęca do regularnej pielęgnacji.

Dlatego postanowiłam "spowiadać się z mojej włosowej pielęgnacji". Chcę się w ten sposób zmobilizować to tego, by dbać o nie regularnie. Dla przykładu pokażę Wam jak to wyglądało w zeszłym tygodniu. 

Jak widać, moja pielęgnacja była daleka od idealnej.

Nie piłam drożdży tak jak planowałam, o pokrzywie nie wspomnę, byłam zbyt leniwa by olejować włosy...


Moj plan jest następujący:


- przede wszystkim drożdże CODZIENNIE

- wcierka CODZIENNIE

- włosy myję co drugi dzień, i przed każdym myciem chciałabym nakładać olej choć na godzinę, po oleju oczywiście odżywka, lub gdy czas na to pozwoli maskę na dłużej.

- a najlepiej byłoby, gdybym nakładała olej na całą noc, jednak z tym będzie u mnie trudno, bo muszę wstawać bardzo wcześnie i nie mam czasu rano na mycie więc robię to wieczorem, ale może z raz w tygodniu się zmuszę ;-)


A jak Wasze włosy się mają w te upały? Też macie problemy z regularną pielęgnacją? 

czwartek, 1 sierpnia 2013

Peeling skóry głowy

Z takimi odkryciami to jest tak, że musi się pojawić naprawdę jakiś problem, aby się do czegoś przekonać i wprowadzić to w swoje życie. Tak było właśnie z peelingowaniem skóry głowy.

Jakiś czas temu zaczęła strasznie swędzieć mnie skóra głowy. Byłam bardzo zdziwiona, bo nie używam szamponów z SLS od dość dawna, moja pielegnacja włosów jest raczej naturalna. Więc zaczły się poszukiwania. Powodów może być wiele, nieodpowiedni szapmpon, zła dieta, złe spłukanie odżywki bla bla blaaaa.

Prawda jest jednak taka, że na skórze głowy zbierają się zanieczyszczenia, które dlugo nie usuwane, powodują swędzenie. Baaa! Żeby tylko to! Utrudniają wnikanie skałdników odżywczych zawartch w odżywkach, maskach, wcierkach, olejach. 

Dlatego skóra głowy, podobnie jak całe Nasze ciało, wymaga usunięcia martwego naskórka.

Peeling połaczony z kilkuminutowym masażem poprawia krążenie, dlatego wykonując peeling regularnie można zaobserwować zahamowanie wypadania, a w najlepszym przypadku także przyspieszenie porostu włosów :)

Interesując się bardziej tym tematem, można na wielu blogach przeczytać, że pomocny jest w walce z łupieżem. Ja na szczęście się z nim nie borykam, więc nie potwerdzę tej informacji ;-)

Ale koniec już tej teorii, przejdzmy do konkretów! :-)


WYKONANIE:

Tutaj metod jest wiele. Moją pierwsza metoda to było wcieranie cukru w skórę głowy. Taaak tak wiem, brzmi to komicznie, jak to sam cukier, a gdzie jakiś płynny środek... ;-) Ale już tak mam, że uwielbiam kombinować i znajdować dla siebie własne alternatywne sposoby, byłam niedoświadczona, nie poczytałam o metodach wykonania takiego peelingu, przyznam szczerze, taka zosia samosia ;-) 

Peeling tylko przy użyciu cukru nie należał do łatwych. Cieżko jest dobrze dotrzeć do skóry głowy, tym bardziej gdy wciera się sam tylko sam cukier... ;-) Oczywiście wcierałam go na mokrą skórę głowy.

I tutaj pierwsza lekcja. Zapominamy o słowie wcierać. Zastępujemy je słowem MASOWAĆ. Mocno wcierając cukier można tylko pogorszyć sytuację, podrażniająć skórę i tym samym potęgując swędzenie.

Drugi peeling wykonałam także tylko przy użyciu cukru, tym razem masując skórę głowy. Efekt był naprawdę świetny. Uporczywe swędzenie ustało, a skóra i włosy u nasady jakby bardziej nawilżone. I to się zgadza, gdyż cukier ma wlaśnie działanie silnie nawilżające - jest substancją higroskopijną, zatrzymującą i wiążącą wodę z otoczenia. Innymi słowy, cukeir zwiększa zawartość wody w warstwie rogowej naskórka. Cukier jako humektant odpowiada nie tylko za nawilżenie, ale także za uelastycznienie i jej napięcie.
Stosując metodę cukrową należy nie szczędzić wody przy spłukiwaniu. Cukier w prawdzie się rozpuszcza w wodzie, ale nieodpowiednio wypłukany może poskleiać włosy.

Oczywiście na cukrze nie zaprzestałam. Na drugi ogień poszła kawa. A raczej fusy ;-)

 Szampony kawowe polecanie są na porost włosów, z racji tego że poprawiają mikorkrążenie skóry. Zachęca to cebulki włosowe do szybszego wzrostu. Na początku bałam się tej metody, że zwględu na trudność wypłukania, ale nic z tych rzeczy  :) Nie miałam z tym najmniejszego problemu.

Przyznam szczerze, że wersja z kawą bardziej przypadła mi do gustu. Masaż przy użyciu fusów jest bardziej delikatny, bardzo lubię zapach kawy, więc kolejna okazja do umilenia sobie pielęgnacji włosów a ponadto moje włosy wyglądają po takim peelingu na zdrowsze, skóra jest jakby ukojona, uspokojona. 

Trzecia metoda to kawa i cukier w jednym. 


Śmieję sie że to dwufazowy peeling do włosów ;-) Gdy skóra głowy jest dostatecznie mocno zmoczona, podczas peelingu cukier po pewnym czasie masowania rozpuszcza się. To moja ulubiona metoda, gdyż łączy cudowne nawilżenie z wpaniałym ukojeniem skóry, nie pomijając naprawdę lepszego wyglądu włosów u nasady :-)

Oczywiście zaczęłam bardziej kombinować. Sprawę znacznie ułatwi zmieszanie z szamponem, odżywką, maską czy olejem. Ja za szamponem nie przepadam, wolę coś łagodniejszego. Wybieram zazwyczaj  odżywkę, aby dać włosom podczas tego zabiegu jak najwięcej. 

Najbardziej lubię kawę w połączeniu z drożdżową maską do włosów, (jedna z moich ulubionych, zapraszam do poczytania mojej recenzji).  Maska ta ma także za zadanie stymulować wzrost włosów.

Oczywiście w kombinowaniu z tym peelingiem nic Nas nie ogranicza, dodawać można wszystkiego co może mieć pozytywny wpływ na Nasze włosy. Mam tu na myśli między innymi aloes, kwas hialuronowy, olejki eteryczne. 


Jeśli chodzi o częstotliwość wykonywania takiego peelingu, chyba jak we wszystkich przyapdkach pielęgnacyjnych, jest to zależne od upodobań naszych włosów. Dla mnie najoptymalniej jest jego wykonanie raz na tydzień.




A jak u Was wygląda sprawa peelingowania skóry głowy? Próbowałyście? Zadowolone? Podzielcie się ze mną swoimi metodami :)