sobota, 3 maja 2014

Planeta Organica, serum odmładzające do cery suchej i wrażliwej

Po dłuuuugiej przerwie wracam z recenzją jednego z słynnych rosyjskich kosmetyków :)

Na wstępnie dodam, że przyjechały do mnie prościutko z Rosji. Odwiedzały mnie znajome i przy okazji przywiozły małą paczuszkę. :)

 Wersja którą posiadam przystosowana jest dla skóry suchej i wrażliwej.

Kosmetyk zamknięty jest w szklanej buteleczce  o pojemności 50 ml. producent podaje, że został wykonany  ręcznie, nie jest testowany na zwierzętach i nie zawiera żadnych substancji syntetycznych. 

Posiada płynną konsystencję, co znacznie ułatwia aplikację. Serum nie jest tłuste, bardzo szybko się wchłania. Najbardziej charakterystyczny jest tutaj jednak zapach. Bardzo intensywny, ziołowy. Mnie przypomina to trochę krople żołądkowe. Bardzo lubię ten zapach ;-)

A;e zacznijmy po kolei, a więc od składu, który to właśnie spowodował, że zapragnęłam mieć to serum.

Skład:  

Aqua enriched with Panax Ginseng Root Oil*, Lycium Barbarum Fruit Extract, Phyllanthus Emblica Fruit Oil*, Asparagus Racemosus Root Extract*,  Euterpe Oleracea Fruit Oil, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil*,Saccharide Jasminum Officinale (Jasmine) Flower/Leaf Extract, Carrageenan, Foeniculum Vulgare (Fennel) Oil, Ribes Nigrum (Black Currant) Seed Oil* Camellia Sinensis Leaf Oil, Santalum Album (Sandalwood) Oil, Myrtus Communis Oil*, Rosa Centifolia Flower Oil*, Oryza Sativa (Rice) Bran Powder, Elettaria Cardamomum Seed Extract, Echinacea Purpurea Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract,  Iris Florentina Root Extract, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Curcuma Longa (Turmeric) Root Extract, Bambusa Vulgaris Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Pelargonium Graveolens Oil, Superoxide DismutaseN, Tocopherol, Hydrolyzed Vegetable Protein, Niacinamide, Riboflavin, Retinyl Palmitate, Ascorbic Acid, SqualaneNI, GlycerinN, SaccharideIsomerateNI, Sodium HyaluronateN,Panthenol, AllantoinNI, Iron OxydesN, Potassium SorbateNI, Citric Acid. 

Znajdziemy tutaj całe bogactwo składników. Nie bez przyczyny w nazwie widnieje słowo "odmładzające". Serum naładowane jest substancjami przeciwstarzeniowymi. znajdziemy tutaj między innymi wyciąg z owoców goi tybetańskiej, ekstrakt ze szparagu,  olej z jagód acai, olej z wiesiołka, olej jaśminowy, z czarnej porzeczki, róży stulistnej, z zeń-szenia, grejfruta, z pomarańczy, pelargonii. W składzie występuje też witamina młodości E, A, C oraz B5. 

Działanie:

Zadaniem kosmetyku jest ochrona przeciwstarzeniowa, pobudzanie skóry do regeneracji , poprawa jej jędrności.

Faktycznie tak się dzieje. Już po kilku użyciach wyraźnie poprawia się napięcie skóry. Skóra nabiera zdrowszego kolorytu. Pory ulegają wyraźnemu zwężeniu. 
Zastosowanie go jednak w pojedynkę mojej skórze nie wystarcza. Mimo, że jest to specyfik przeznaczony dla skóry suchej, pozostawia ją nadal nienawilżoną, delikatnie ściągniętą. Skóra po prostu prosi się o nałożenie kremu bądź olejku. I ja zazwyczaj tak robię - nakładam minimalną ilość olejku, jaki akurat mam pod ręką
Zastosowałam to serum także pod oczy i tutaj zadziała się bardzo brzydka sprawa. Serum bardzo uwidoczniło moje zmarszczki mimiczne (po jego aplikacji nie nakładam olejku). 
Ale za to bardzo dobrze sprawdza się na szyi i dekolcie. Skóra natychmiastowo staje się aksamitnie gładka i tutaj nie mam potrzeby nakładania olejku. 
  

Podsumowanie:

Serum jest kosmetykiem bardzo wydajnym, TANIM - zapłaciłam za niego niecałe 20 zł, przeliczając na polskie.  Z tego co widziałam w sklepach internetowych, jego cena w Polsce jest dwukrotnie wyższa. 
Wydaję mi się, że moja cera nie potrzebuje tak silnej ochrony przeciwstarzeniowej, dlatego też serum nie zadowala mnie w 100%. Na pewno jest produktem bardzo interesującym, bogatym w składniki i wartym wypróbowania, bo cena jest naprawdę bardzo niska, biorąc pod uwagę skład i działanie. Na pewno idealnie sprawdzi się u osób borykających się z pierwszymi zmarszczkami :)


Czy stosowałyście już to serum? Jeśli tak, jestem bardzo ciekawa Waszych opinii. I chętnie dowiem się czy stosujecie podobne antystarzeniowe specyfiki :)
 

środa, 28 sierpnia 2013

Drożdże piwowarskie Lewitan

Jakoś ponad miesiąc temu pisałam Wam, że zaczęłam swoją przygodę z piciem dożdży
Efekty było bardzo szybko widać, chociażby w bardzo wzmocnionych paznokciach i rzęsach, aczkolwiek u mnie pojawił się okropny skutek uboczny a mianowcie wysyp pryszny, i to nie byle jaki, ale porządny. Czytałam, że jest to normalne na początku kuracji, ale u mnie wcale to nie ustawało. Więc zrezygnowałam, mimo satysfakcjonujących efektów.

Oczywiście moja kochana babcia była ze wszystkim na bierząco i zaradziła temu problemowi! Zaczęłam jeść drożdże, ale w tabletkach :-D

Babcia sprezentowała mi drożdże piwne w tabletkach.



Jako, że zawsze wzbraniałam się przed wszelkiego rodzaju suplementami, nie byłam na początku zachwycona. Aczkolwiek po pewnym czasie skusiłam się, bragnienie długich włosów w krótkim czasie było silniejsze ;-)


SKŁAD:

drożdże gatunku Saxxharomyces cerevisuae, dwutlenek krzemu jako substancja wiążąca i stearynian magnezu jako sunstacja przeciwzbrylająca (ma na celu ułątwić połykanie poprzez poślizg)

Jak widać skad bardzo ubogi, a tym samym tak idealny ;-) Wiem, że zdania na temat stearynianu magnezu są podzielone, aczkolwiek występuje on w większości tabletek, więc gdyby naprawdę tak bardzo hamował działanie, zapewne zostałby zastąpiony.



DAWKOWANIE:

Dorośli 2-4 tableki 3 razy dziennie.

Dzieci od 7 lat 1-2 3 razy dziennie.


ŚREDNIA ZAWARTOŚĆ SUBSTANCJI W ZALECANEJ DZIENNEJ DAWCE - 12 TABELTEK:

TIAMINA (B1)                    32% dziennego spożycia
RYBOFLAWINA (B2)    18%
NIACYNA                             19%


Preparat ten jest naturalny, niestandaryzowany, Witaminy i składniki mineralne są wyłącznie pochodzenia naturalnego- z drożdży piwowarskich, dlatego mogą występować wahania zawartości tych składników, charakterystyczne dla produktów naturalnych.



WŁAŚCIWOŚCI:

Wyżej wynienione składniki są bioprzystępne i bardzo łatwo przyswajalne przez organizm, wspomagają też procesy metaboliczne,
Tiamina i niacyna pomagają w prawidłowym funkcjonowaniuukładu nerwowego i utrzymaniu prawidłowych funcji psychologicznych (własnie dzięki tej funkcji moja babcia poznała te tabletki, przepisał je jej lekarz, aby załągodzić stres itp).
Niacyna przyczynia isę do zminiejszenia uczucia zmęczenia i znurzenia, pomaga zachować zdrową skórę.
Ryboflawina ma także pozytywny wpływ na układ nerwowy oraz odgrywa bardzo ważną rolę w funkcjonowaniu narządu wzroku.


DZIAŁANIE:

Właściwości opisane przez producenta tak naprawdę mnie za bardzo nie intereosowały, może ta kwestia z ukojeniem nerwów troszkę ;-) ja miałam inny cel- przyspieszyć porost włosów. Co oczwiście się udało :-D

Przez niecały miesiąc urosły 2,6 cm :D Bardzo załuję, że nie zorbiłam zdjęcia :( ale naprawdę na początku powątpiewałam w działanie tego naturalnego suplementu. 
Oprócz długości oczywiście pojawiła się burza baby hair :) Paznkocie też rosną jak na drożdżach, rzęsy się tak jakby jeszcze bardziej wzmocniły. Ja osobiście jestem narpawdę tymi tabletkami zachwycona. Mimo, że nigdy nie byłam zwolenniczką supelmentów i jest to pierwszy , który zażywam. 
I na koniec dodam tylko, że nie byłam systematyczna  rzadko kiedy udawało mi się pamiętać o zażywaniu 12 tabletek dziennie ;-)

Jeśli nie możecie przekonać się do picia drożdży, a zależy Wam na długości, spróbujcie proszę z Lewitanem :-)

Ja osobiście chciałabym wrócić do normalnego picia dorożdży,ale gdy tylko przypominam sobie, jak wyglądała moja twarz, porzucam ten pomysł ;-)



Opakowanie 200 tabletek kosztuje 14 zł :-) Bardzo często jest neidostępny w aptekach, ale apteki bez problemy sprowadzą go dla Nas :-)




A jakie są Wasze sposoby na porost włosów? Zależy Wam na tym? Co sądzicie o suplementach? Jesteście za, czy raczej przeciw? :-)

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Włosowy plan pielęgnacji

Lato nie jest łaskawe dla moich włosów... Ciężko jest je okiełznać, dodatkowo słońce bardzo je przesusza. A nadmiar obowiązków nei zachęca do regularnej pielęgnacji.

Dlatego postanowiłam "spowiadać się z mojej włosowej pielęgnacji". Chcę się w ten sposób zmobilizować to tego, by dbać o nie regularnie. Dla przykładu pokażę Wam jak to wyglądało w zeszłym tygodniu. 

Jak widać, moja pielęgnacja była daleka od idealnej.

Nie piłam drożdży tak jak planowałam, o pokrzywie nie wspomnę, byłam zbyt leniwa by olejować włosy...


Moj plan jest następujący:


- przede wszystkim drożdże CODZIENNIE

- wcierka CODZIENNIE

- włosy myję co drugi dzień, i przed każdym myciem chciałabym nakładać olej choć na godzinę, po oleju oczywiście odżywka, lub gdy czas na to pozwoli maskę na dłużej.

- a najlepiej byłoby, gdybym nakładała olej na całą noc, jednak z tym będzie u mnie trudno, bo muszę wstawać bardzo wcześnie i nie mam czasu rano na mycie więc robię to wieczorem, ale może z raz w tygodniu się zmuszę ;-)


A jak Wasze włosy się mają w te upały? Też macie problemy z regularną pielęgnacją? 

czwartek, 1 sierpnia 2013

Peeling skóry głowy

Z takimi odkryciami to jest tak, że musi się pojawić naprawdę jakiś problem, aby się do czegoś przekonać i wprowadzić to w swoje życie. Tak było właśnie z peelingowaniem skóry głowy.

Jakiś czas temu zaczęła strasznie swędzieć mnie skóra głowy. Byłam bardzo zdziwiona, bo nie używam szamponów z SLS od dość dawna, moja pielegnacja włosów jest raczej naturalna. Więc zaczły się poszukiwania. Powodów może być wiele, nieodpowiedni szapmpon, zła dieta, złe spłukanie odżywki bla bla blaaaa.

Prawda jest jednak taka, że na skórze głowy zbierają się zanieczyszczenia, które dlugo nie usuwane, powodują swędzenie. Baaa! Żeby tylko to! Utrudniają wnikanie skałdników odżywczych zawartch w odżywkach, maskach, wcierkach, olejach. 

Dlatego skóra głowy, podobnie jak całe Nasze ciało, wymaga usunięcia martwego naskórka.

Peeling połaczony z kilkuminutowym masażem poprawia krążenie, dlatego wykonując peeling regularnie można zaobserwować zahamowanie wypadania, a w najlepszym przypadku także przyspieszenie porostu włosów :)

Interesując się bardziej tym tematem, można na wielu blogach przeczytać, że pomocny jest w walce z łupieżem. Ja na szczęście się z nim nie borykam, więc nie potwerdzę tej informacji ;-)

Ale koniec już tej teorii, przejdzmy do konkretów! :-)


WYKONANIE:

Tutaj metod jest wiele. Moją pierwsza metoda to było wcieranie cukru w skórę głowy. Taaak tak wiem, brzmi to komicznie, jak to sam cukier, a gdzie jakiś płynny środek... ;-) Ale już tak mam, że uwielbiam kombinować i znajdować dla siebie własne alternatywne sposoby, byłam niedoświadczona, nie poczytałam o metodach wykonania takiego peelingu, przyznam szczerze, taka zosia samosia ;-) 

Peeling tylko przy użyciu cukru nie należał do łatwych. Cieżko jest dobrze dotrzeć do skóry głowy, tym bardziej gdy wciera się sam tylko sam cukier... ;-) Oczywiście wcierałam go na mokrą skórę głowy.

I tutaj pierwsza lekcja. Zapominamy o słowie wcierać. Zastępujemy je słowem MASOWAĆ. Mocno wcierając cukier można tylko pogorszyć sytuację, podrażniająć skórę i tym samym potęgując swędzenie.

Drugi peeling wykonałam także tylko przy użyciu cukru, tym razem masując skórę głowy. Efekt był naprawdę świetny. Uporczywe swędzenie ustało, a skóra i włosy u nasady jakby bardziej nawilżone. I to się zgadza, gdyż cukier ma wlaśnie działanie silnie nawilżające - jest substancją higroskopijną, zatrzymującą i wiążącą wodę z otoczenia. Innymi słowy, cukeir zwiększa zawartość wody w warstwie rogowej naskórka. Cukier jako humektant odpowiada nie tylko za nawilżenie, ale także za uelastycznienie i jej napięcie.
Stosując metodę cukrową należy nie szczędzić wody przy spłukiwaniu. Cukier w prawdzie się rozpuszcza w wodzie, ale nieodpowiednio wypłukany może poskleiać włosy.

Oczywiście na cukrze nie zaprzestałam. Na drugi ogień poszła kawa. A raczej fusy ;-)

 Szampony kawowe polecanie są na porost włosów, z racji tego że poprawiają mikorkrążenie skóry. Zachęca to cebulki włosowe do szybszego wzrostu. Na początku bałam się tej metody, że zwględu na trudność wypłukania, ale nic z tych rzeczy  :) Nie miałam z tym najmniejszego problemu.

Przyznam szczerze, że wersja z kawą bardziej przypadła mi do gustu. Masaż przy użyciu fusów jest bardziej delikatny, bardzo lubię zapach kawy, więc kolejna okazja do umilenia sobie pielęgnacji włosów a ponadto moje włosy wyglądają po takim peelingu na zdrowsze, skóra jest jakby ukojona, uspokojona. 

Trzecia metoda to kawa i cukier w jednym. 


Śmieję sie że to dwufazowy peeling do włosów ;-) Gdy skóra głowy jest dostatecznie mocno zmoczona, podczas peelingu cukier po pewnym czasie masowania rozpuszcza się. To moja ulubiona metoda, gdyż łączy cudowne nawilżenie z wpaniałym ukojeniem skóry, nie pomijając naprawdę lepszego wyglądu włosów u nasady :-)

Oczywiście zaczęłam bardziej kombinować. Sprawę znacznie ułatwi zmieszanie z szamponem, odżywką, maską czy olejem. Ja za szamponem nie przepadam, wolę coś łagodniejszego. Wybieram zazwyczaj  odżywkę, aby dać włosom podczas tego zabiegu jak najwięcej. 

Najbardziej lubię kawę w połączeniu z drożdżową maską do włosów, (jedna z moich ulubionych, zapraszam do poczytania mojej recenzji).  Maska ta ma także za zadanie stymulować wzrost włosów.

Oczywiście w kombinowaniu z tym peelingiem nic Nas nie ogranicza, dodawać można wszystkiego co może mieć pozytywny wpływ na Nasze włosy. Mam tu na myśli między innymi aloes, kwas hialuronowy, olejki eteryczne. 


Jeśli chodzi o częstotliwość wykonywania takiego peelingu, chyba jak we wszystkich przyapdkach pielęgnacyjnych, jest to zależne od upodobań naszych włosów. Dla mnie najoptymalniej jest jego wykonanie raz na tydzień.




A jak u Was wygląda sprawa peelingowania skóry głowy? Próbowałyście? Zadowolone? Podzielcie się ze mną swoimi metodami :) 

poniedziałek, 29 lipca 2013

Flos Lek, Żel pod oczy i do powiek ze świetlikiem i babką lancetowatą

Udało mi się wyrwać jakiś czas temu na kilka dni do Polski  i oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie poodwiedzała polskich drogerii ;-)

Magdalena, prowadząca blog 30plus beauty, przypomniała mi o tak wspaniałej firmie jaką jest Flos Lek. Kosmetyków tej marki używałam już wcześniej i byłam z nich zawsze zadowolona, potem nie miałam już do nich dostępu i jakoś odeszły w zapomnienie ;-) Aż do teraz.

Na początku skusiłam się na żel pod oczy i na powieki.




Żel znajduje się w małym, poręcznym słoiczku, zawartość to 10 gramów. Żelowa kosystencja zdecydowanie działa na plus, a przy tym niewielka cena,bo coś około 7 zł, ja swój kupiłam w naturze :)

 I przy tym jest bardzo wydajny :)


SKŁAD:


Skład zachęcił, gdyż bogaty jest w wiele naprawdę cennych ekstraktów :) Na trzecim miejscu esktrakt z babki lancetowatej, następnie wyciąg z aloesu, z rumianku pospolitego, szałwii.

Skład: Aqua, Propylene Glycol, Plantain Extract, Euphrasia Officinalis Extract, d-panthenol, Ethoxydiglycol (and) Chamomilla Recutica (Matricaria) Flower Extract (and) Butylene Glycol (and) Glucose (and) Bisabolol, Carbomer, Triethanolamine, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract, Althaea Officinalis, Root Extract, Imidazolidinyl Urea, Methylparaben



DZIAŁANIE:

Produkt ten przeznaczony jest dla osób, ktorych oczy skłonne są do podreżnień, zmęczone sztucznych oświetleniem, czy pracą przy komputerze.

Żel ten ma zapobiegać powstawaniu worków pod oczami.

Napomknę tylko, że od bardzo dawna nie mogę znaleźć odpowiedniego kremu pod moje kapryśne oczy. Są niemożliwie wrażliwe. Gdy używam jakiegoś silniejszego specyfiku, któremu daleko do naturalnych składników, moje oczy włazwią, szczypią, potrafię się z takimi skutkami borykać nawet kilka dni. Dlatego w pielęgnacji skóry pod oczami muszę używać naprawdę prostych skłądników.
Do tej pory pod oczy aplikowałam oleje, które akurat stosowałam na twarz. Chciałam jednak tę pielęgnację wzbogacić, dlatego sięgnełam po ten krem.

Dodam jeszcze tylko, że borykam się z wielkimi worami i cieniami pod oczami. Cienie niestety odziedziczyłam genetycznie i tutaj może zaradzić jedynie silny korektor :( Prawdizwy problem to jednak te zneinawidzone przeze mnie worki. W moim przypadku to jest naprawdę śmieszna sytuacja, wiadomym jest, że pojawiają się zazwyczaj z niedostatecznej ilości snu. W moim przypadku niestety, gdy śpię zbyt długo - 10-11 godzin (tak tak wiem grzeszę, wypisując tutaj takie rzeczy ;-)) worki pojawiają się także. Może nie są to worki, nie wiem, ale wygląda to tak samo nieatrakcyjnie, jak przy niewystarczającym śnie.

Dobra, ale już dosyć tego rozwodzenia ;-) Jak można łatwo zauważyć, moje okolice oczu do łatwych nie należą. Ale żel ten poradził sobie z nimi doskonale.

Po pierwsze jest niezwykle delikatny. Nie wywołał żadnego podrażnienia. Co więcej, naprawdę koi skórę pod oczami. Przechowuję go w lodówce, więc niska temperatura tylko potęguje działanie ukojenia. Nawilża też wspaniale, to chyba zachwyciło mnie najbardziej.  Nie ściąga. Skóra jest gładka, jakby napięta. I przede wszystkim worki pod oczami naprawdę zostały częściowo zlikwidowane.

Mówiąc krótko, widzę same zalety. Znalazłam swój idealny produkt i jestem pewna, że już na zawsze zagości w mojej kosmetyczce, a raczej lodówce ;-)



A Wy czego używacie do pielęgnacji skóry pod oczami? A może uważacie, że w młodym wieku to jest zbędne? Miałyście już do czynienia z kosmetykami Flos Leku? Zadowolone? :)

piątek, 26 lipca 2013

Drożdżowe początki

Ostatnio na rożnych blogach wiele naczytałam się o drożdżowej kuracji na porost i wzmocnienie włosów, dodatkowo wsparta opinią mojej kochanej babci postanowiłam spróbować!

Dla niewtajemniczonych dodam tylko, że kurcja ta polega na przynajmniej miesięczym piciu drożdży, a mianowcie ustaloną wcześniej ilość drożdży, dla mnie jest to jedna trzecia standardowej kostki, rozgniatam je widelcem, wrzucam do kubeczka i zalewam wrzątkiem, przykrzwam talerzykiem, czekam aż wystygnie no i piję, proste ! :)

Wiele z Was narzeka na okropny smak i zapach drożdży, może wyjdę tutaj na jakiegoć odmińca, ale mnie one po prostu smakują! Piję je z ogromną ochotą! Jest wiele metod ulepszania tego smaku, można o tym poczytać na wizazu. 

Ja nie chcę się tutaj za bardzo o tych drożdżach rozpisywać, jak po miesiącu pojawią się oczekiwane efekty obiecuję wszystko pięknie opisać z mojego punktu widzenia :)

Postanowiłam Wam jednak już o tym wspomnieć, gdyż już na początku pojawił się u mnie niepożądany efekt uboczny... A mianowicie pryszczowy wysyp, okropny bym powiedziała! Byłam naprawdę w szoku, moja cera nie jest wprawdzie idealna, ale raczej pryszcze się na niej nie pojawiają, jak już to naprawdę bardzo sporadycznie, więc byłam i nadal jestem w szoku. Po kilku dniach chciałam z tego picia zrezygnować, bo szczerze powiem robię to z czystej ciekawości. Drożdże mi smakują, są źródłem cennych witamin więc powiedziałam sobie, czemu nie. Tym bardziej, że czytałam, ten wysyp dopada niestety większość dziewczyn, które na to picie się odważyły. Ten wysyp to rodzaj, podobno, swoistego oczyszczenia cery, potem ma być ona w o niebo lepszym stanie, czy tak będzie, już niebawem się okaże :)

A Wz przeprowadzałyście tę drożdżową kurację? Dałyście radę? Jakie były efekty? Chętnie poczytam :)

niedziela, 21 lipca 2013

Laminowanie włosów

W ostatnim poście pisałam o szamponie dodającym objętości Alterry, który sprawdza się u mnie naprawdę świetnie. Jedynym jego minusem był fakt, że nie nadaje on włosom blasku, w żaden sposób ich nie nabłyszcza. Nie powinnam narzekać, bo przecież nie jest to szampon nadający włosom blasku, a szampon zwiększający objętość.


Chciałam jednak jakoś rozwiązać ten problem i tutaj z pomocą przyszła mi babcia, podrzucając pomysł z żelatyną.

Nie trzeba było mnie długo namawiać. Zaczęłam trochę więcej o tym czytać na wizazu i postanowiłam wypróbować.

Czego potrzebowałam?

- żelatyny
- gorącej wody
- odżywki lub maski do włosów
-miseczki
- łyżki
- torebki foliowej bądź czepka foliowego jeśli ktoś posiada
- ręcznika

Jak to zrobiłam?

Zagotowałam wodę, poczekałam aż chwilkę przestygnie. 1 łyżkę żelatyny wymieszałam z 3-4 łyżkami gorącej wody, odstawiłam do przestygnięcia. Gdy mieszanka zgęstniała do postaci żelu dodałam do niej maski do włosów. W moim przypadku były to dwie łyżki, choć jedna zdecydowanie też starczy. Wymieszałam wszystko razem i nałożyłam sowitą warstwę na wcześniej umyte, wilgotne włosy. Na włosy nie nakładałam już maski, z racji tego, że dodałam ją do żylatyny, byłoby to czyste marnotrawstwo. Na włosy nałożyłam torebkę foliową, owinęłam je ręcznikiem i z takim turbanem chodziłam przez około godzinę. Można oczywiście ten czas zredukować, podgrzewając turban suszarką, ale ja unikam suszarki jak ognia, wiec odsiedziałam godzinę.

Po tym czasie wypłukałam bardzo dokładnie wlosy letnią wodą, zawsze tak robię, aby zamknąć łuski włosowe. Następnie czekałam kolejną godzinę aż wyschną, muszę przyznać szczerze byłam bliska użycia suszarki, tak nie mogłam się doczekać efektu.

I jaki był efekt?

- włosy błyszczące, niewiarygodnie błyszczące, pełne blasku

- niesamowicie miękkie w dotyku, wzgładzone

ostrzegam, nie mogłam przestać ich dotykać, z resztą nie tylko ja, następnego dnia znajoma zauważyła, że "coś" się wydarzyło z moimi włosami i ciągle je dotykała, aby upewnić się, że to możliwe, aby włosy były tak miękkie i gładkie

- moje włosy zyskały na objątości po tym zabiegu, miałam wrażenie, że stały się grubsze

- włosy były niezmiernie łatwe do rozczesania, w ogóle się nie plątały



Jedynym minusem jak dla mnie tego laminowania jest zapach żelatyny, jak dla mnie nie do zniesienia, dlatego polecam wzbrać odżywkę naprawdę o intensywnym zapachu, albo po prostu większą jej ilość, dlatego zamiast jednej, dodałam dwie łyżki maski. Można też żelatynę rozrobić w większej ilości wody - 5,6 łyżek.

Spotkałam się z opiniami, że nadmierna ilość odżywki może ograniczyć efekt laminowania, prawda jest taka że każda z Was musi znaleźć dla siebie idealną proporcję, dla mnie są to dwie płaskie łyżki odżywki.


Należy też uważać na odżywkę, której używamy, gdyż włosy można przeproteinować. przesuszyć.
Ważne jest aby zawierała susbstacje tłuszczowe - emolienty, które zapewnią odpowiednie nawilżenie, chroniąc przed utratą wody. W skladzie należy szukać parafiny, wazeliny, masła kakaowego, alkoholi tluszczowych, można by długo wymieniać. Polecam odżywki Alverde, są zawsze bogate w te substacje. Ogólnie należy wzbierać wśród odżywek do włosów suchych i zniszczonych mówiąc w skrócie, bądź wygładzających. Jeśli nie orientujemy się w tym temacie za dobrze, można po prostu dodać kilka kropel oliwy z oliwek, bądź innego olejku, który akurat posiadamy.

Kurację tę można wzbogacić midem- sposób mojej babci.


Nie należy tego zabiegu powtarzać zbyt często, z racji tego że można włosy właśnie przeproteinować, poza tym efekt utrzymuje się dość długo, do tygodnia nawet, dlatego nie ma potrzeby powtarzania go częściej. Ja osobiście stosuję go na specjalne okazje, gdy naprawdę zależy mi na idealnym stanie moich włosów.



A Wy próbowałyście już proteinowania? Jakie są Wasze spostrzeżenia? Macie swoje modyfikacje tej metody? Chętnie poczytam, co o tym sądzicie :-)