piątek, 26 lipca 2013

Drożdżowe początki

Ostatnio na rożnych blogach wiele naczytałam się o drożdżowej kuracji na porost i wzmocnienie włosów, dodatkowo wsparta opinią mojej kochanej babci postanowiłam spróbować!

Dla niewtajemniczonych dodam tylko, że kurcja ta polega na przynajmniej miesięczym piciu drożdży, a mianowcie ustaloną wcześniej ilość drożdży, dla mnie jest to jedna trzecia standardowej kostki, rozgniatam je widelcem, wrzucam do kubeczka i zalewam wrzątkiem, przykrzwam talerzykiem, czekam aż wystygnie no i piję, proste ! :)

Wiele z Was narzeka na okropny smak i zapach drożdży, może wyjdę tutaj na jakiegoć odmińca, ale mnie one po prostu smakują! Piję je z ogromną ochotą! Jest wiele metod ulepszania tego smaku, można o tym poczytać na wizazu. 

Ja nie chcę się tutaj za bardzo o tych drożdżach rozpisywać, jak po miesiącu pojawią się oczekiwane efekty obiecuję wszystko pięknie opisać z mojego punktu widzenia :)

Postanowiłam Wam jednak już o tym wspomnieć, gdyż już na początku pojawił się u mnie niepożądany efekt uboczny... A mianowicie pryszczowy wysyp, okropny bym powiedziała! Byłam naprawdę w szoku, moja cera nie jest wprawdzie idealna, ale raczej pryszcze się na niej nie pojawiają, jak już to naprawdę bardzo sporadycznie, więc byłam i nadal jestem w szoku. Po kilku dniach chciałam z tego picia zrezygnować, bo szczerze powiem robię to z czystej ciekawości. Drożdże mi smakują, są źródłem cennych witamin więc powiedziałam sobie, czemu nie. Tym bardziej, że czytałam, ten wysyp dopada niestety większość dziewczyn, które na to picie się odważyły. Ten wysyp to rodzaj, podobno, swoistego oczyszczenia cery, potem ma być ona w o niebo lepszym stanie, czy tak będzie, już niebawem się okaże :)

A Wz przeprowadzałyście tę drożdżową kurację? Dałyście radę? Jakie były efekty? Chętnie poczytam :)

niedziela, 21 lipca 2013

Laminowanie włosów

W ostatnim poście pisałam o szamponie dodającym objętości Alterry, który sprawdza się u mnie naprawdę świetnie. Jedynym jego minusem był fakt, że nie nadaje on włosom blasku, w żaden sposób ich nie nabłyszcza. Nie powinnam narzekać, bo przecież nie jest to szampon nadający włosom blasku, a szampon zwiększający objętość.


Chciałam jednak jakoś rozwiązać ten problem i tutaj z pomocą przyszła mi babcia, podrzucając pomysł z żelatyną.

Nie trzeba było mnie długo namawiać. Zaczęłam trochę więcej o tym czytać na wizazu i postanowiłam wypróbować.

Czego potrzebowałam?

- żelatyny
- gorącej wody
- odżywki lub maski do włosów
-miseczki
- łyżki
- torebki foliowej bądź czepka foliowego jeśli ktoś posiada
- ręcznika

Jak to zrobiłam?

Zagotowałam wodę, poczekałam aż chwilkę przestygnie. 1 łyżkę żelatyny wymieszałam z 3-4 łyżkami gorącej wody, odstawiłam do przestygnięcia. Gdy mieszanka zgęstniała do postaci żelu dodałam do niej maski do włosów. W moim przypadku były to dwie łyżki, choć jedna zdecydowanie też starczy. Wymieszałam wszystko razem i nałożyłam sowitą warstwę na wcześniej umyte, wilgotne włosy. Na włosy nie nakładałam już maski, z racji tego, że dodałam ją do żylatyny, byłoby to czyste marnotrawstwo. Na włosy nałożyłam torebkę foliową, owinęłam je ręcznikiem i z takim turbanem chodziłam przez około godzinę. Można oczywiście ten czas zredukować, podgrzewając turban suszarką, ale ja unikam suszarki jak ognia, wiec odsiedziałam godzinę.

Po tym czasie wypłukałam bardzo dokładnie wlosy letnią wodą, zawsze tak robię, aby zamknąć łuski włosowe. Następnie czekałam kolejną godzinę aż wyschną, muszę przyznać szczerze byłam bliska użycia suszarki, tak nie mogłam się doczekać efektu.

I jaki był efekt?

- włosy błyszczące, niewiarygodnie błyszczące, pełne blasku

- niesamowicie miękkie w dotyku, wzgładzone

ostrzegam, nie mogłam przestać ich dotykać, z resztą nie tylko ja, następnego dnia znajoma zauważyła, że "coś" się wydarzyło z moimi włosami i ciągle je dotykała, aby upewnić się, że to możliwe, aby włosy były tak miękkie i gładkie

- moje włosy zyskały na objątości po tym zabiegu, miałam wrażenie, że stały się grubsze

- włosy były niezmiernie łatwe do rozczesania, w ogóle się nie plątały



Jedynym minusem jak dla mnie tego laminowania jest zapach żelatyny, jak dla mnie nie do zniesienia, dlatego polecam wzbrać odżywkę naprawdę o intensywnym zapachu, albo po prostu większą jej ilość, dlatego zamiast jednej, dodałam dwie łyżki maski. Można też żelatynę rozrobić w większej ilości wody - 5,6 łyżek.

Spotkałam się z opiniami, że nadmierna ilość odżywki może ograniczyć efekt laminowania, prawda jest taka że każda z Was musi znaleźć dla siebie idealną proporcję, dla mnie są to dwie płaskie łyżki odżywki.


Należy też uważać na odżywkę, której używamy, gdyż włosy można przeproteinować. przesuszyć.
Ważne jest aby zawierała susbstacje tłuszczowe - emolienty, które zapewnią odpowiednie nawilżenie, chroniąc przed utratą wody. W skladzie należy szukać parafiny, wazeliny, masła kakaowego, alkoholi tluszczowych, można by długo wymieniać. Polecam odżywki Alverde, są zawsze bogate w te substacje. Ogólnie należy wzbierać wśród odżywek do włosów suchych i zniszczonych mówiąc w skrócie, bądź wygładzających. Jeśli nie orientujemy się w tym temacie za dobrze, można po prostu dodać kilka kropel oliwy z oliwek, bądź innego olejku, który akurat posiadamy.

Kurację tę można wzbogacić midem- sposób mojej babci.


Nie należy tego zabiegu powtarzać zbyt często, z racji tego że można włosy właśnie przeproteinować, poza tym efekt utrzymuje się dość długo, do tygodnia nawet, dlatego nie ma potrzeby powtarzania go częściej. Ja osobiście stosuję go na specjalne okazje, gdy naprawdę zależy mi na idealnym stanie moich włosów.



A Wy próbowałyście już proteinowania? Jakie są Wasze spostrzeżenia? Macie swoje modyfikacje tej metody? Chętnie poczytam, co o tym sądzicie :-)













środa, 10 lipca 2013

Szampon dodający objętości Papaja i bambus Alterra


Z racji tego, że jest lato, moje włosy są strasznie niesforne. Wyglądają na oklapnięte, mają większe skonności do przetłuszczania.

I tutaj na ratunek przyszedł mi oto ten szampon :)



Jak to na lato przystało, zapach musi być dla mnie bardzo świeży, pobudząjący i szampon ten spełnia ten wymóg.

Skład jakoś mnie nie zachęcił wybitnie, ze względu na SCS stojący na 3 miejscu, ale podoba mi się ze względu na mango i bambusa, których ekstrakty absorbują promieniowanie UV.

SKŁAD:


Skład: Aqua(woda), Lauryl Glucoside,(poliglukozyd laurynowy) Sodium Coco Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, (kokamidopropylobetanina) Lauroyl Sarcosine, Glycerin (gliceryna), Carica Papaya Extract* (ekstrakt z papaji), Bambusa Aurundinacea Stem Extract* ekstrakt bambusowy), Magnifera Indica Extract(ekstrakt z mango indyjskiego), Hyrdoxy Propyl Guar Hyxypropyltrimonium Chloride, Panthenyl Ethyl Ether, Alcohol*, Parfum**, Limonelle* Linalool*, Geraniol*, Citral**.
*-surowce z kontrolowanej biologicznie uprawy.
**-naturalne surowce.


Poliglukozyd laurynowy
substancja powierzchniowo- czynna, usuwająca zaneiczyszczenia z włosów,  rozpuszczlana w wodzie, biodegradowalna, niezwykle łagodna dla skóry głowy. 

Sodium Coco Sulfate 
substancja z grupy siarczanów, pozyskiwana z kokosa, substancja DOZWOLONA w kosmetykach naturalnych zastępująca niecieszący się uznaniem SLS. 

Cocamidopropyl Betaine
substancja powierzchniowo-czynna tak jak Poliglukozyd bardzo łągodna dla skóry głowy, usuwa zanieczyszczenia, ma działanie pianotwórcze.

Lauroyl Sarcosine
kolejna substancja myjąca, otrzymywana z kombinacji naturalnego kwasu glutaminowego i  kokosowych kwasów tłuszczowych.

Gliceryna
posiada silne właściwości nawilżające, chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, silnei wyglądza i regeneruje.

Ekstrakt z papaji
ma działanie nawilżające, chroni włosy przed wysuszeniem

Ekstrakt z bambusa
uelastycznia kruche i łamliwe włosy, dodaje im objętości, absorbuje promieniowanie UV, ma działanie antyoksydacyjne.

Ekstrakt z mango
niezwykle bogaty w witaminę C, która super walczy z wolnymi rodnikami.  Zawiera karetonoidy absorbujące UV. Nawilża i kondycjonuje włosy.



DZIAŁANIE:

Tak jak gwarantuje producent, nadaje on włosom objętości. Unosi je od nasady. W moim przypadku nie  zmaga przetłuszczania co też jest dla mnie bardzo istotne. Bardzo dobrze nawilża. Radzi sobie świetnie z myciem po olejowaniu. Bardzo dobrze się pieni. 
Niestety nie nabłyszcza włosów, jak dodatkowo to robił to bywałby w mojej kosmetyczce częściej ;-)



Cena: 2Euro/200 ml


A Wy testowałyście już ten szampon? Co możecie polecić na zwiększenie objętości latem i ochronę przeciw UV? :-)

poniedziałek, 8 lipca 2013

Polskie kosmetyki :)

GODNE POLECENIA?



Już za jakiś czas będę odpoczywać w Polsce i postanowiłam zrobić sobie małą przerwę od niemieckich kometyków :) Do kosmetyczki pakuję tylko niezbędniki. Nastawiam się na wielkie testowanie polskich produktów :-) i wspieranie polskich marek. Moja skóra odpocznie od DM i Rosmannowych marek. Mam swoich polskich ulubieńców, ale chciałabym wypróbować czegoś nowego, niestety nie jestem na bieżąco z tym co się dzieje na polskim rynku komsetycznym.

I tutaj zwracam się do Was z prośbą :-) 

Jakie produkty do pielęgnacji twarzy możecie mi polecić? (mam cerę skłonną do przetłuszczania, ale niezmiernie wrażliwą w oklicach oczu)

Czy macie jakich swoich włosowych ulubieńców? :-)

A co jeśli chodzi o pielęgnację ciała? :-)

O make up nie pytam, bo rzadko stosuję ;-)

Jak pewnie zauważyłyście, preferuję bardzo proste składy, bazujące na skadnikach naturalnych.

Przeglądam Wasze blogi  i mam już małą listę zrobioną, ale chetnie ją rozszerzę o Wasze propozycje :)

Piszcie, przesyłajcie linki recenzji, chętnie poczytam :-)

niedziela, 7 lipca 2013

Dwufazowy płyn do demakijażu Alverde

JESTEM NA TAK!





Postanowiłam zrecenzować dla Was produkty, które można wygrać w przygotowanym przeze mnie konkursie.
Na pierwszy ogień idzie dwufazowy płyn do demakijażu alverde.
Muszę powiedzieć, że naptrafiłam na niego całkiem przypadkiem, do tej pory używałam płynów micelarnych, ale zapomniałam zrobić zapasów i musiałam szybko znależć jakiś zamiennik. 
Lubię produkty Alverde, a w tym przpadku skusiła mnie cena, nie chciałam kupować drogiego produktu, gdyż byłam pewna, że gdy tylko będę w Polsce kupię mój płyn micelarny.
Pozytywnie się zaskoczyłam!


I oczywiście jak już pewnie zauważyłyście, skład jest dla mnie nadzwyczaj istotny.


SKŁAD:

Skład: Aqua, (woda) Glycine Soya Oil*(olej sojowy), Glycerin (gliceryna)  , Alcohol*, Coco-Glucoside(poliglukozyt kwasów oleju kokosowego), Sodium Lactate(sól sodowa kwasu mlekowego), Aloe Barbadensis Extract*(ekstrakt z aloesu zwyczajnego), Simmondsia Chinensis Oil*(olej jojoba) , Persea Gratissima Extract*(ekstrakt z avokado) , Prunus Amygdalus Dulcis Extract*(olej ze słodkich migdałów), Actinidia Chinensis Fruit Extract*(ekstrakt z owoców kiwi) , CI 75810 (chlorofil- naturalny barwnik) , Olea Europaea Oil*(oliwa z oliwek), Helianthus Annuus Seed Oil(olej z nasion słonecznika) , Sodium Coco Sulfate, Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cocoyl Glutamate, Parfum**, Limonene**(limonen), Linalool (linalol)**.
* Ingredients from certified organic agriculture.
** Natural essential oils.


Wiem, że niektórym z Was ten skład może się wydać nie zbyt "naturalny". Ale nie ma się tutaj czego bać. 

Coco-Glucoside(poliglukozyt kwasów oleju kokosowego) 
-jest to niejonowa substancja powierzchniowo- czynna, po porstu substancja myjąca, bardzo delikatna dla naszej skóry, a także błon śluzowych. Ma także za zadanie łagodzić wszelkie podrażnienia wywołane przez anionowe substancje powierzchniowo- czynne. Poprawia także konsystencję kosmetyku, jest także pianotwórcza. 

Sodium Lactate(sól sodowa kwasu mlekowego) 
- to tylko brzmi strasznie, ale nie ma ze strasznością nic do czynienia. Jest to substancja mająca działanie zmiękczające i nawilżające naszej skóry.

CI 75810(chlorofil- naturalny barwnik)
- występuje także pod nazwą naturalna zieleń 3, chlorofil A, chlorofil z atomem magnezu, E 140, jest to naturalny nieszkodliwy barwnik, który stosuje się także przy produkcji żywności, także nie ma ise czego bać.

Sodium Coco Sulfate 
- substancja z grupy siarczanów, pozyskiwana z kokosa, substancja DOZWOLONA w kosmetykach naturalnych zastępująca niecieszący się uznaniem SLS.

Disodium Cocoyl Glutamate 
substancja powierzchniowo czynna  (myjąca) będąca kombinacją kwasu glutaminowego i naturalnych kokosowych kwasówtłuszczowych, dozwolona w przypadku kosmetyków naturlanych. 

Ponadto w skadzie mamy oleje i ekstrakty - avokado, jojoba, aloes, migdał, które odpowiednie są dla nawet najwrażliwszej skóry. Mają za zadanie nawilżać i uspokajać naszą oczyszczoną skórę.



DZIAŁANIE:

Przed użyciem należy wstrząsnąć, aby fazy wymieszały się ze sobą. 


Olejek naprawdę super radzi sobie z makijażem, nawet tym wodoodpornym (normalnie nie maluję oczu, ale żeby dokładnie go zrecenzować, użyłam tuszów, zarówno normalnego jak i wodoodpornego). Nie podrażnia moich oczu, choć na wizazu czytałam, że jedna recenzentka się na to skarżyła. W takim razie jest to idywidualnie zależne od wrażliwości naszych oczu.

Ja osobiście pokochałam go za to, że pozostawia skórę cudownie nawilżoną (nie przetłuszczoną). Zwłaszcza tę w okolicach oczu. Dla mnie to naprawdę ważne, bo moja skóra tam jest baaaaaaaardzo wrażliwa. Inne specyfiki bardzo często mnie podrażniały, ściągały skórę, w przypadku tego płynu nie ma o co się martwić. To zasługa cudownych olejów i ekstraktów.

W zasadzie po demakijażu nie ma potrzeby nakładania czekokolwiek więcej, jeśli ktoś jest leniuszkiem. Skóra jest naprawdę naprawdę świetnie nawilżona, aż nie chce mi się wierzyć, że mam dokładnie zmyty makijaż, a przy tym jeszcze wypielęgnowaną skórę. Jest naprawdę uspokojona. Oleje nie zapychają, nie wywołują dodtkowych niespodzianek na naszej skórze.

Jestem nim naprawdę zachwycona, dlatego postanowiłam wybrać go do mojego rozdania. Chciałabym poznać Waszą opinię na jego temat, z racji tego, że nie znalazł on jeszcze zbyt wielu odbiorców :)


A jakich specyfików Wy używacie do demakijażu? Co polecacie? Od czego lepiej trzymać się z daleka ?;-)


piątek, 5 lipca 2013

Olejek antycellulitowy do ciała z cytryną i rozmarynem ALVERDE

Mój niezbędnik w walce z cellulitem :-)

W ostatnim poście  Demaskacja Cellulitu podzieliłam się z Wami moim doświadczeniem w tej kwestii.

Jestem przekonana, że najsilniejszą bronią w walce z cellulitem jest po prostu sport, bez niego nawet przy użyciu najlepszych zabiegów, kremów, żelów itp nie zdziałamy NIC.

Jednak gdy regularnie uprawiamy sport (polecam bieganie, pływanie, skakankę i jazdę na rowerze) kosmetyki bez wątpienia są naszymi sprzymierzęcami.

Moim ulubieńcem jest bez wątpienia Olejek z cytryną i rozmarynem firmy Alverde.

Jego pojemność to 100 ml, koszt około 5 Euro.
Pachnie świeżo, cytrusowo, pobudzająco! Nieco podobnie jak wcześniej opisany przeze mnie olejek do włosów Alverde.




Obok tak bogatego składu nie można przejść obojętnie.




SKŁAD:

Skład: Glycine Soja Oil*, (olej sojowy) Rosmarinus Officinalis Leaf Oil* (olej rozmarynowy)-, Citrus Medica Limonum Peel Oil*(olej cytrynowy), Juniperus Communis Fruit Oil,(olej jałowcowy) Cupressus Sempervirens Oil,(olej cyprysowy)   Simmondsia Chinensis Seed Oil*(olej jojoba) , Prunus Amygdalus Dulcis Oil*( olej ze słodkich migdałów), Prunus Persica Kernel Oil (olej z pestek brzoskwini)  , Prunus Armeniaca Kernel Oil* (olej z pestek moreli), Alcohol*, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Limonene**, Linalool**, Citral**, Citronellol**, Geraniol**, Farnesol**.
* Składniki z certyfikowanych upraw ekologicznych.
** Z naturalnych olejków.


Olej rozmarynowy, cytrusowy oraz jałowcowy są częstymi składnikami preparartów antycellulitowych, ponadto zapobiegają przedwczesnemu starzeniu skóry.

Olej ze słodkich migdałów jest świetnym emolientem, wyraźnie wygładza i nawilża skórę. 
Olej brzoskwiniowy oraz morelowy świetnie zrewitalizuje naszą skórę, wyglądzi oraz ją nawilży. Oleje te są bogate w witaminę A i E, działają także przeciwstarzeniowo. 



ZASTOSOWANIE:

Olej należy stosować najlepiej po kąpieli na lekko wilgotną skórę. Ja osobiście przed wyjściem z pod prysznica traktuję skórę zimnym strumieniem wody, fajnie napina to skórę, poprawia krążenie i świetnie przygotowuje ją na przyjęcie olejku.
Na wilgotną skórę aplikuję niewielką ilość olejku i okrężnymi ruchami wykonuję masaż.  Zalecam stosowanie na wilgotnej skórze, w przeciwnym razie wtarcie olejku może być uciążliwe.
Używam do tego kulkowego masażera, albo szorstkiej gąbki. 
Staram się, aby masaż trwał przynajmniej 10 minut, chociaż czasami nie mam na to po prostu sił i wmasowuję go jak zwykły balsam.
Zalecane jest wykonywanie masażu dwa razy dziennie, ale która z Nas znajdzie do tego motywację... ;-)
Olejek ten idealnie się sprawdza po treningu, skóra jest wtedy cudownie napięta, chłonie olej jak gąbka :-) 



EFEKTY:

Jak dla mnie olej ten stwarza cuda! Już po paru aplikacjach skóra jest bardzo wygładzona, napięta, miła w dotyku!
Redukuje cellulit w znaczący sposób! Przyznaję z czystym sercem, że mnie, przy regularnych ćwiczeniach i stosowaniu tego olejku udało się całkowicie go zwalczyć. W prawdzie nie był on jakoś bardzo rozległy, obejmował tylko/aż pośladki, ale pozbyłam się go, mam nadzieję raz na zawsze ;-) 

Wiadomo jednak, że lepiej zapobiegać niż leczyć, dlatego olej ten na pewno będzie zawsze w mojej kosmetyczce, a żeby to paskudstwo nie wróciło bieganie stało się moim "zdrowym nawykiem" :)

Jakie produkty atycellulitowe polecacie? Po które lepiej nie sięgać? :) A może macie jakieś domowe, skuteczne sposoby? :) 

niedziela, 30 czerwca 2013

Demaskacja CELLULITU!

Walka z cellulitem walką z wiatrakami?

Nie ma co ukrywać, z problemem tym boryka się wiele z Nas. Czy jest możliwe jego uniknięcie? Jak go zwalczyć? Czym zapobiegać? Chętnię podzielę się z Wami moimi doświadczeniami, w tym nieco długim poście:-)

Cellulit, skórka pomarańczowa, lipodystrofia, jest to niewłaściwe rozmieszczenie tkanki tłuszczowej, które objawia się zmainami tkanki podskórnej. 



(cellulit-info.pl/rodzaje-cellulitu/)

Jest to jeden z naszych największych wrogów, niejedną z Nas wprowadza w ogromne kompleksy, zwala sen z powiek, wprowadza w cellulomanię.

Nasuwa się tutaj podstawowe pytanie, czy jego zwalczenie jest w ogóle możliwe?

Opinie na ten temat są podzielone, niekotrzy naukowcy twierdzą, że nie ma żadnej, w 100% pewnej  skutecznej metody w walce z cellulitem. Inni z kolei twierdzą, że jeśli nie jest on w bardzo zaawansowanej formie, jego zwalczenie jest jak najbardziej możliwe.

Jeśli jest możliwe, to tak to zrobić?

Mnie udało się wygrać tę wojnę. Być może dlatego, że zdałam sobie sprawę z problemu w odpowiednim czasie, nie wiem, ale chętnie podzielę się z Wami moją wiedzą, moimi sposobami :-)


Przyczyny powstawania cellulitu:

  • Hormony- najczęściej dotyka on kobiet w ciąży, w okresie dojrzewania, czy też przed menopauzą. Poziom estrogenu jest bardzo wysoki, dysporporcja pomiędzy progestronem i estrogenem jest jego głównym sprawcą. Estrogeny zwiększają przepuszczlaność naczyń krwionośnych. Nasz płyn  fizjologiczny dyfunduje z krwi do tkanek gromadząc się w przestrzeniach międzykomórkowych, co z kolei wywołuje obrzęki tkanek, które uciskają na naczynia krwionośne. To wszystko powoduje zaburzenia mikrokrążenia i niedokrwienie komórek tłuszczowych. Brakuje im tlenu i substancji odżywczych daltego zaczynają produkować substancje toksyczne. Komórki te mają zdolność do ciągłego zwiększania swoich rozmiarów - są to widoczne zgrubienia na skórze.
  • Zaburzenia układu limfatycznego - jak powszechnie wiadomo zadaniem limfy w naszym organiźmie jest zbieranie substancji toksycznych i odporowadzanie ich do węzłów chłonnych, następnie do nerek, aby zostały usunięte z naszego organizmu. Jeśli nasza tkanka łączna jest zbyt miękka i przepuszczlana, toksyny nie maja porblemu, aby wniknac w inne tkanki0 zamiast do węzłów chłonnych, gromadzą się w komórkach tłuszczowych.
  • Genetyka- zostało potwierdzone naukowo, że skonność do cellulitu może być dziedziczona genetycznie.

Jak zwalczyć?


    1.  RUCH RUCH RUCH I JESZCZE RAZ RUCH 

 Nie oszukujmy się, jeśli nie wporwadzimy aktywności fizycznej do naszego życia, nawet inwestując w najdroższe zabiegi, nie zobaczymy żadnego efektu.


Najlepsze efekty dają aerobowe ćwiczenia, angażujące wszystkie partie naszego ciała czyli bieganie, pływanie, aerobic, skakanka.

Cellulit najcześciej pojawia się na pośladkach, udach, brzuchu, dlatego warto też wykonywać ćwiczenia ukierunkowane na te konkretne partie ciała. Tutaj możliwości jest oczywiscie całe mnóstwo- brzuszki, wypady nóg w tył, przysiady itp.

Ja osobiście bardzo uwielbiam ćwiczyć z fitappy2, moim ulubionym zestawem jest ten, który umieściłam poniżej. Trwa tylko 10 minut, daje porządny wycisk i angażuje w zasadzie wszystkie partie ciała z naciskiem na pupę i uda.


  • Wiele z Was zapewnie wymiguje się brakiem czasu. Niestety tej wymowki nie akceptuję ;-) Cwiczyć można (chociażby leżąc na boku i unosząc nogę) podczas oglądania TV, ja TV nie oglądam, ale weszło mi w nawyk, że podczas mycia zębów wykonuję wymachy nóg w tył, myję zęby trzy razy dziennie, po 3 minuty = 9 minut dla moich nóg ;-)
  • Zawsze ZAWSZE wybieram schody zamiast windy (no chyba, że naprawdę targam wielkie zakupowe siaty ;-)) "Spacerując" po schodach, stąpam na co drugi schodek - w ten sposób lepiej umięśnimy naszą pupę ;-)
  • Jeśli jesteśmy skazane na pracę siedzącą, powinnyśmy co jakiś czas robić sobie krótkie przechadzki, chociażby do "toalety" ;-)
  • Podczas spacerowania staram się spinać pośladki, przemiennie, raz jeden, raz drugi.
Jak widać jest wiele sposobów, które można robić, ot tak przy okazji ;-) 


    2. Odpowiednia dieta - ten punkt jest także niezmiernie ważny. 

W naszej diecie powinny znaleźć się takie składniki odżywcze jak:

- kwasy omega 3 - ich bogate źródło znajdziemy w rybach, orzechach, roślinach strączkowych.
- błonnik - suszone owoce, pełnoziarniste pieczywo, rośliny strączkowe, niełuskany ryż, otręby       
zbożowe
- białko  oraz oczywiście warzywa i owoce


I przede wszystkim WODA, dużo wody, oczyści Nasz organizm z toksyn, ja osobiscie wzbogacam ją  swieżo wyciśniętym sokiem z cytryny, aby sprawnić jeszcze proces usuwania  toksyn z organizmu.





Powinnyśmy wyzbyć się przede wszystkim:

- wszelkeigo rodzaju używek - alkohol, papierosy są oczywiście niepolecane.
- soli- gdyż ta zatrzymuje wodę w organiźmie
- słodycze - zawierają cukry proste i tłuszcze, które źle wpływają na wygląd Naszej skóry
fast foody - są one generatorem tłuszczu, który przyczynia się do postawania cellulitu.
-KAWA


Zalecam także zrezygnować z produktów wysoce przetworzonych, gdyż nie dość, że zawierają dużo kalorii to jeszcze są pełne konserwantów i barwników, które chętnie odkładają się w Naszych tkankach.



   3. Wysoka temperatura- jest także niewskazana.

Czy też tak jak ja uwielbiacie długie, gorące kąpiele? Mnie nic tak nie relaksuje jak kąpiel z ogromną ilością piany, niestety trzeba to ogrnaiczyć. Podobnie jak saunę, czy depilację ciepłym woskiem.
Oczywiście nigdy nie zrezygnuję z tej przyjemnośći w stu porcentach, ale zawsze po takiej kąpieli funduję sobie masaż kostami lodu. ;-)
Jeśli funduję sobie prysznic, naprzemiennie oblewam się zimną i ciepłą wodą, kończąc oczywiście zimnym strumieniem wody, skóra się wtedy fajnie napnie, jest bardzo dobrze przygotowana na masaż.


   4. Masaż 

Tak jak pisałam wcześniej, po kąpieli - kostkami lodu. Codziennie wieczorem masuję miejsca objęte cellilitem przy pomocy kulkowego masażera, szorsta gąbka sprawdzi się także.  Masaż pozwoli Nam pobudzić właściwe funkcjonowanie skóry.


  5. Ciasne ubrania 

 Utrudniają one krążenie, a więc są także przyczyną cellulitu.


  6. Odpowiednia pielęgnacja

Śródków pielęgnacyjnych antycellulitowcyh jest wiele. Które z nich są najlepsze, które sprawdziły się u mnie, napiszę o tym w następnym poście, aby Was nie zanudzić totalnie ;-)



Podzielcie się ze mną porszę Waszymi metodami walki z tym strasznym problemem:-) Czy może problem ten Was nie dotyczy? -)